Piątek
(dzień siódmy)
Pajd zaprosiła rodzinną ekipę na urodzinowe ciacho dziś wieczorem.
Wczoraj przy wieczornym gotowaniu obiadu (wyjątkowo kurczak z warzywami) ogarnialiśmy też ciasto.
W czasie zakupów P. nie mogła przeżyć, że ma w koszyku bitą śmietanę i karmel.
P. pożyczyła od babci mikser, bo oczywiście jest to ostatnia rzecz, jaka mogła możliwie być nam potrzeba (może zaraz po pudełku na ciastka i żelazku). Niestety tylko jedno mieszadełko pasowało, więc wielka micha bitej śmietany była ubijana przez 23 minut jedną końcówką… Na szczęście przez Pajdzie, bo to jej imprezka. Pokładaliśmy się ze śmiechu w kuchni przez dobre pół godziny, po czym dotarło do mnie, że mamy wielkie okno i żadnej firanko-zasłonki, sąsiedzi mogli więc uznać, że ktoś z nas miał poważny atak padaczki.
Można zwrócić uwagę na modne obuwie Pajdy, z kolekcji "po domu"
E: Ej, widzieliście, że w kamiennicy obok też mieszka taki koks? I też gotuje obiady codziennie wieczorem?
P: TEŻ? Też mieszka taki koks? A kto dokładnie u nas jest koksem? Chyba ty Edkuś.
Fakt, trochę przegięłam.
Kurcze, trzeba zrobić to pranie.
Edka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz