Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babcia. Pokaż wszystkie posty

13 lutego 2015

Rady B.R.

Sobota
(ósmy dzień)


Po-urodzinowe wrażania.


Babcia Renia uważa, że:
  • za bardzo schudłysmy i nikt nas nie zechce (mimo, że Edka powinna zrzucić jeszcze dobrą dyszkę)
  • to bardzo dziwne, że mieszkamy z chłopakiem, którego uparcie nazywa “współlokatorem”, mimo, iż dobrze wie, jak ma na imię (“Czy on dobrze zarabia?”)
  • powinnyśmy zdecydowanie gotować dla K. (“Co znaczy, że możecie mu odsprzedać obiad?!”)
  • nie poradzimy sobie mieszkając samodzielnie (“wszystko takie drogie, a wy takie rozpieszczone”)


Krzyś pojechał na weekend do domu, chyba się trochę stęsknił. Chociaż możliwe, że główną motywacją było to, że jego mama zrobiła pierogi ruskie. Kto by nie pojechał?


Pewnie Pajda by nie pojechała, bo pierogi to ten rodzaj jedzenia, którego nie da się dokładnie zważyć i obliczyć marko składników (polecam fragment “Kilka powodów, dla których ludzie myślą, że jesteśmy kosmitami”).


K. pewnie nie wytrzyma weekendu bez Sopotu i jeszcze dziś wróci. Może w końcu się zmotywujemy do zrobienia prania.


Edka

12 lutego 2015

Najazd Wiks i drożdżówka B.R.

Czwartek
(dzień szósty)


Najbardziej szalony dzień świata, Wiks (sześcioletnia siostra) jest u nas trzeci dzień. Pajd z Krzysiem od rana w pracy, ledwo udało mi się wywlec z Wiks (w domu tak cieplutko, a tam będzie zimno i najgorzej). Egzamin ustny od 9:00, jesteśmy na kampusie o 8:30, żeby zająć kolejkę, ale… nie ma kolejki? Okej, chodzę nerwowo 10min pod gabinetem, nadal nikogo, nieco dziwne, czyżby wszyscy zaliczyli wczoraj? Przynajmniej mam pewność, ze zdążę na 10:00 na morenę. Przyszły 4 koleżanki, ale piszą zaległy test. 9:10 pojawiła się Pani Doktor, przemiła kobieta, szkoda tylko, że najpierw zaprosiła koleżanki na test, potem jednego Pana Magistra na pogadankę. Edka wylazła po egzaminie pięć po, szybki telefon na taksówkę (jezu, dlaczego?!) i byłyśmy na morenie 10.25, wspaniale. Spotkanie odhaczone, jakieś minus sześć stopni, a autobus do wrzeszcza dopiero za 15min. Nie ma szansy, że znów zapłacę za taksę. Biedna Wiks, przegoniłam ją te kilka kilometrów, już pod koniec usiadła na śniegu i powiedziała, że nie idzie. Dobra, kupiłam jej Snickersa (mam nadzieję, że P się nigdy nie dowie). Uff, dotarliśmy do mieszkania Babci Reni na rytualną naukę pieczenia drożdżówki. Wik zasnęła w 3 minuty, ja zrobiłam obiad i chwilę po 14:00 była babcia. Drożdżówka wyszła najlepsza na świecie, ale to na jutrzejsze, pajdziowe urodziny.


E: Pajd, musimy kupić jeszcze pierś na jutro.
BR: Ale jutro piątek, nie można jeść mięsa, rybę musicie kupić
P: Bogactwo to było, babciu
E: Babciu, ryba jest za droga, nas stać tylko na pierś z kurczaka. Studenckie życie.

Babcia Renia prawie padła ze wzruszenia, dostałyśmy zatem wędzonego łososia, paprykę, pomidorki i ogórka. I mikser pożyczyłyśmy. Może jakieś pranie dziś?



Edka